Gdy znaleźli się u podnóża rampy, Hunt spojrzał w górę i zobaczył, że Garuth, Szilohin, Monczar i Jassilane schodzą na dół. Po obu stronach grupki ziemian poczęli się już gromadzić ganimedzi, którzy zdążyli zejść po pozostałych rampach. .

Obrońcy tych argumentów czerpali pełną garścią z twierdzeń Czysto Ziemskich, by wytłumaczyć brak reliktów lunariańskich na Ziemi. W dodatku dostarczyli na ich poparcie nowych danych zaczerpniętych z zaskakującej dziedziny: badania skamieniałych koralowców Pacyfiku. Od dawna wiadomo, że analiza dziennych pierścieni wzrostowych na starożytnych skamieniałych koralach pozwala zmierzyć, ile w różnych okresach przeszłości mieściło się dni w roku, z tego zaś wyliczyć, jak szybko siły tarć pływowych hamowały obrót Ziemi wokół osi. Te badania ukazały, na przykład, że trzysta pięćdziesiąt milionów lat temu rok miał około czterystu dni. Przed dziesięciu zaś laty prace przeprowadzone przez Instytut Oceanografii imienia Darwina w Australii, przy użyciu subtelniejszych i dokładniejszych technik, ujawniły, iż ciągłość zmian od starożytności do czasów współczesnych nie przebiegała gładko. W niedalekiej przeszłości - około pięćdziesięciu tysięcy lat temu - nastąpił okres zakłóceń, podczas którego krzywa zmian wykazywała nieciągłość i nastąpiło względnie nagłe wydłużenie się dnia. Co więcej, stopień zmniejszenia prędkości obrotu Ziemi po tej nieciągłości był wyraźnie większy niż przedtem. Nikt nie wiedział, czemu coś takiego mogło się zdarzyć, ale wszystko wskazywało, że nastąpił wówczas okres gwałtownych katastrof klimatycznych, a korale potrzebowały całych pokoleń, by wreszcie odzyskać stabilny model przyrostu. Te dane zdawały się wskazywać, że około tego tajemniczego momentu na Ziemi nastąpiły rozległe zmiany, prawdopodobnie z towarzyszeniem potopu globalnego, a biorąc wszystko to pod uwagę, mogło się za tym kryć wystarczająco dużo, by wyjaśnić całkowite zniknięcie wszelkich śladów istnienia Lunarian.. Wyjeżdżając tyłem na ulicę, furgonetka skręciła ostro, zatrzymała się na moment, a potem ruszyła w kierunku Pete’a, który cofnął się raptownie, aby schować się za drzewem. Kiedy rozklekotany samochód minął jego kryjówkę, Pete policzył do dziesięciu i ruszył za nim.. Może zmęczenie źle wpłynęło na mnie. Przez kilka sekund byłem przekonany, iż ujrzałem obraz jutra, ujrzałem, jak triumf Pani odwraca się na podobieństwo węża i staje się przyczyną jej zagłady podczas następnego przyjścia komety. Ujrzałem, jak prawdziwa Biała Róża zatyka na Wieży swój sztandar. Widziałem ją i jej wojowników tak wyraźnie, jakbym sam tam był tego dnia.... - No. Trochę to przypomina lekkie oparzenie kwasem. Nie mogę mieć pewności, ale dobrze że miał rękawicę na ręce. Już czas, żebyś wlazł na to drzewo.. Jupe z dumą wręczył kluczyki Pete'owi, który natychmiast zajął miejsce kierowcy. Wszyscy odetchnęli z ulgą.. — Cały ten rozgłos nadany jaskiniowcowi rzeczywiście przyciągnął tu tłumy turystów — powiedział Bob.. Znaleźli się w zupełnie innym świecie — szarym i ponurym; po obu stronach sterczały strome omszałe turnie, błyszczące od deszczu, spowite we mgłę. Przed nimi ciągnęła się droga, nie zabezpieczona barierkami, lecz o znośnej nawierzchni. Zaczął się stromy odcinek i dżip zwolnił..